Donald Tusk nie znaczy już nic dla zachodnich liderów – to jest dziś fakt, który ujawnia się w całej okazałości, gdy spoglądamy na ostatnie rozmowy w Berlinie o przyszłości Ukrainy. Oto przy stole zasiedli Prezydenci USA oraz Francji, Kanclerz Niemiec oraz premier Wielkiej Brytanii, a Polska? Nieobecna. Niepotrzebna i potraktowana jak zbędny element w tym spektaklu. To jak wymazanie z mapy kraju, który bezpośrednio sąsiaduje z walczącą Ukrainą, będącego przecież od początku w forpoczcie działań pomocowych. Takie pominięcie to nie tylko symboliczny obraz znaczenia Polski, ale brak reakcji polskich władz na ten stan rzeczy to akt zdrady wobec własnych interesów.
Od pierwszych dni wojny Polska nie tylko bacznie obserwuje sytuację na wschodzie i aktywnie wpiera Ukrainę, ale wstrząsa tymi, którzy liczyli na kontynuację interesów z Rosją, a dziś zajęli miejsce przy stole – i to w roli gospodarza. Premier Morawiecki w Berlinie w 2022 roku miał odwagę nazwać niemiecką propozycję pomocy „żartem” – i słusznie. W obliczu poważnych zagrożeń nie możemy zadowalać się pozorowanymi ruchami. Dziś jesteśmy hubem, przez który przepływa ogromna pomoc humanitarna i wojskowa, krajem, na który spadły ogromne ciężary konfliktu. Dlatego tym bardziej dziwi i rozczarowuje sytuacja, w której Polska nie partycypuje w rozmowach.
Historia uczy nas przecież, że brak obecności przy stole to brak wpływu na kluczowe decyzje. Tusk i kierujący naszą dyplomacją Sikorski wydają się być nie tylko ślepi na tę prawdę, ale także głusi na alarmy bijące z obecnej, trudnej sytuacji na kontynencie. Ignorowanie własnej roli w tej układance to nie tylko błąd – to krok ku katastrofie.
Nie możemy pozwolić, by Polska będąca w centrum Europy, w swoim geopolitycznym położeniu, strefy zgniotu znów stała się pustym dźwiękiem w symfonii europejskiej polityki licząc, że ktoś zagra w naszym imieniu. Nieobecność Polski w ważnych rozmowach o przyszłości konfliktu, który toczy się w naszym bezpośrednim sąsiedztwie oznacza istotnie, że rozmowy te są niekompletne. Tylko tam, gdzie zapadają kluczowe decyzje, możemy zrealizować nasze priorytety. Polski premier nie ma prawa sądzić, że ktoś inny zadba o nasze interesy. To postawa niedopuszczalna.
Przyszłość konfliktu na wschodzie to klucz naszego bezpieczeństwa i naszej przyszłości. Musimy dążyć do tego, by nasz głos był słyszalny i dostrzegany. Nasze miejsce jest tam, gdzie rozgrywają się losy Europy, a obecna sytuacja wymaga od nas szczególnej determinacji i odwagi. Trzeba wywrzeć presję i wrócić do stołu. Tu konieczna jest jednak albo zmiana postawy polskiego premiera względem podmiotowości naszego kraju na arenie międzynarodowej, albo zmiana premiera.