Od kilku tygodni szef polskiej dyplomacji wykonuje polityczne akrobacje, których celem jest zdobycie uznania jako najlepszy kandydat na platformerskiego kandydata na prezydenta Polski. W każdej możliwej przestrzeni medialnej chce prezentować się niczym mąż stanu udzielając wywiadów, których celem jest zbudowanie idealnego wizerunku. W tej gorączkowej walce o popularność zderza się z trudną prawdą – ciśnienie na urząd jest ogromne, a stawka wysoka.
Sikorski już kiedyś marzył przecież o prezydenckim fotelu. Przypomnę, że w 2010 roku również próbował, ale przegrał w ustawionych prawyborach z Bronisławem Komorowskim. Teraz ponownie stara się przeskoczyć przez poprzeczkę, i zdaje się, że znalazł swój sposób, jak ograć Trzaskowskiego. W każdym wywiadzie z dużą starannością stara się przypodobać Donaldowi Tuskowi, bo wie, że to od niego zależy jego ewentualna nominacja, a że ten co tu dużo mówić, za Trzaskowskim nie przepada. Sikorski z każdym wywiadem udowadnia, że bardzo chce, by lojalność wobec Tuska była jego kluczem do sukcesu.
Jako kandydat na kandydata dziennikarze pytają go o wiele spraw dotyczących ważnych tematów, którymi żyją Polacy. Niewątpliwie jednym z nich jest kwestia reparacji od Niemiec. Ostatnio w jednym z wywiadów na pytanie o reparacje odpowiedział w sposób, który zaskoczył wielu. Stwierdził, że Niemcy powinny „uznać, że jest nam przykro i kreatywnie wymyślić sposób”, by nam zadośćuczynić krzywdy z II wojny światowej, abyśmy poczuli się lepiej. Rozumiecie Państwo? Szef polskiej dyplomacji, zamiast stanowczo bronić interesów kraju, proponuje, by kraj agresor obmyślał sposób na nasze samopoczucie. To jakby ofiara przemocy prosiła sprawcę o wybaczenie – to przecież skandaliczne.
Ta wypowiedź jest swego rodzaju papierkiem lakmusowym, pokazującym, w jakim kierunku zmierza podejście Sikorskiego do polityki. W tej grze, w której powinno się walczyć o narodowe interesy, on stawia się w szeregu tych, którzy kapitulują, przyjmując rolę „junior partnera” w relacjach z Niemcami. Takie podejście jest nie tylko niebezpieczne, ale przecież także obraźliwe dla historii Polski. W polityce wobec Niemiec nie ma miejsca na „kreatywność”, która prowadzi do kapitulacji.
Sikorski, w swojej determinacji do poprawy wizerunku potknął się i udowodnił, że nie nadaje się do godności głowy państwa. Tym jednym zdaniem, ujawnia, że nie dojrzał do ubiegania się o prezydenturę. Głowa państwa musi być liderem, który odważnie staje w obronie narodowych wartości, a nie ukazuje się jako akrobata, który nie potrafi zdefiniować własnej politycznej tożsamości. Polska zasługuje na Prezydenta, który z odwagą i determinacją stanie na pierwszej linii walki o nasze interesy. Musimy jednak stawić czoła oczywistej prawdzie: w szeregach formacji Tuska nie znajdziemy nikogo, kto miałby na to odwagę.