Zatrzymanie prezydenta Ludomira H., jego zastępcy Artura B. oraz urzędników nowosądeckiego ratusza przez Centralne Biuro Antykorupcyjne - w ramach śledztwa prowadzonego przez Prokuraturę Europejską - to wydarzenie bez precedensu w historii królewskiego miasta Nowego Sącza. Nie jest to jednak przypadek ani medialna sensacja, lecz logiczny finał systemu zależności i interesów, który dławił miasto od lat i był skrzętnie chroniony przez lokalne powiązania polityczne, towarzyskie i biznesowe.
Dziś pękła fasada pozorów, choć wciąż widzimy jedynie czubek góry lodowej. Od dawna ostrzegałem, że w sądeckim magistracie powstał zamknięty układ, w którym publiczne pieniądze stawały się narzędziem utrzymania władzy, a nie służby mieszkańcom. Śledztwo dotyczące nieprawidłowości przy wydatkowaniu unijnych środków to dopiero początek. Kto zna realia ratusza, ten wie, że podobne mechanizmy mogą dotyczyć także miejskich spółek i inwestycji - zwłaszcza tych obarczonych zarzutami niegospodarności przy budowie stadionu Sandecji, którego koszt wzrósł z 60 do niemal 180 mln zł.
Kilka dni przed zatrzymaniem włodarzy CBA ujęło urzędników niższego szczebla. To ich zeznania mogły być punktem zwrotnym, bo zwykli pracownicy nie będą ryzykować własnej wolności, by chronić władzę opartą na strachu i układach. Dlatego dziś obserwujemy, jak konstrukcja, która przez lata wydawała się niezniszczalna, zaczyna się rozsypywać od środka.
Przez długie lata Ludomir H. był politycznie i medialnie chroniony. Gdy pojawiały się pytania o niegospodarność, spływały po nim jak po kaczce, a krytycy byli atakowani i ośmieszani. Ale każda władza, która opiera się na strachu, kolesiostwie i poczuciu bezkarności, prędzej czy później upada. Dziś wychodzą na jaw kolejne sprawy - od kontrowersyjnych nominacji do rad nadzorczych w odległych miastach po powiązania z miejskimi kontrahentami. Tak niestety funkcjonuje wiele samorządów w Polsce, które dla nieuczciwych stały się finansowym eldorado.
Mieszkańcy muszą powiedzieć jasno: dość! Dość bezkarności, arogancji i udawania, że nic się nie stało. Nowy Sącz, podobnie jak tysiące innych polskich miast i gmin, zasługuje na uczciwość, przejrzystość i nowe otwarcie. Dlatego uważam, że dwukadencyjność w samorządach to konieczny krok ku uzdrowieniu życia publicznego - ogranicza lokalne układy, wzmacnia demokrację i przywraca realną konkurencję w wyborach. Bo tylko rotacja władzy daje szansę, że w wielu miastach i gminach samorząd będzie służył ludziom, a nie utrwalaniu lokalnych układów.