Donald Trump wygrywa w USA. Jego wygrana to nie tylko sukces powrotu do Białego Domu, ale to także powód dlaczego zrobił to w tak spektakularnym stylu. Do zwycięstwa wyniósł go głos sprzeciwu wobec politycznej, demokratycznej elity, która przez lata zdominowała zachodni świat. To efekt odwrócenia się klasy robotniczej i średniej od Partii Demokratycznej, której agenda skoncentrowana na kwestiach światopoglądowych – gender, aborcji, „nowoczesnych” wartościach – nie dotykała realnych problemów obywateli. To właśnie te grupy, zmęczone brakiem rozwiązań dla ich codziennych trudności, poparły Trumpa.
Harris była przekonana, że wystarczy wsparcie gwiazdeczek showbiznesu, by wygrać wybory. Jak widać, to nie wystarczy. Prawdziwa siła tkwi w rozwiązaniach, które oferują realną poprawę życia ludzi. W Ameryce, jak i w Europie, miliony obywateli martwią się o bezpieczeństwo, rosnące ceny, kryzys gospodarczy, a nie o „nowe definicje rodziny” czy o swobodną zmianę płci. Trump, zamiast skupiać się na sprawach światopoglądowych szaleństw, zaproponował konkretne działania dla ludzi. Obiecał, że zatrzyma utopijne wizje lewicujących polityków, skrojone na wzór europejskiego zielonego ładu i pseudoekologicznych eksperymentów, które w ocenie społeczeństw odbierają ludziom pracę, bezpieczeństwo i stabilność.
Dlatego jego wygrana może okazać się też wstrząsem dla polityki w Europie. Dzień po ogłoszeniu wyników za oceanem w Niemczech rozpada się rządowa koalicja. W Polsce natomiast ci, którzy jeszcze do niedawna nie hamowali się w obrażaniu Trumpa, teraz w pośpiechu usuwają obraźliwe tweety. Donald Tusk, obecni ministrowie, a nawet kandydat na ambasadora RP w Waszyngtonie Klich, przeżywają – co ciekawe, bez poczucia żenady – swoistą przemianę poglądów.
Kluczem do spektakularnego powrotu Donalda Trumpa okazało się to, że zwykli ludzie w końcu poczuli, że ktoś ich usłyszał, że ich problemy są ważne. Rezonowanie jego wygranej wkrótce może stać się ucieleśnieniem jego hasła: „Make America Great Again” bo Ameryka znów może zacząć się liczyć. I nie chodzi tylko o Stany Zjednoczone – chodzi o zmianę kierunku, który wkrótce mogą objąć nie tylko USA, ale także Europę. Trump być może właśnie popchnął pierwszą kostkę domina, inicjując szereg zmian politycznych i społecznych także w Europie, a może także w Polsce.