Wszystko już wiemy. Rafał Trzaskowski i Karol Nawrocki powalczą o prezydenturę. Pierwszy – włodarz stolicy z narcystyczną manierą, który za swoje polityczne osiągnięcia uważa kampus finansowany przez niemieckie fundacje. Drugi – skromny, pracowity z determinacją budujący pomost pamięci narodowej i wizji Polski przyszłości – ambitnej, która nie ogląda się na aprobatę Berlina. Czyż można wyobrazić sobie bardziej symboliczne zestawienie?
Polityczna kariera Trzaskowskiego przypomina więc właśnie ładny budynek z eleganckim logo, ale bez solidnych fundamentów. Nie waha się ściągać krzyży z przestrzeni publicznej, aby pasowały do jego „nowoczesnej” wizji miasta, a budżet Warszawy traktuje jak skarbonkę dla ordynarnych projektów. Trzaskowski zdaje się być wypłukany z wartości. Wizerunek jest najważniejszy. Oczywiście teraz usłyszymy absolutnie wszystko. Jak bardzo dba o pamięć historyczną, jak walczy o godność pomordowanych, pewnie znów Warszawiacy spotkają go zaczytanego w miejskim autobusie, w pierwszej ławce na roratach i na wiecu poparcia dla CPK, mimo, że ma już przecież lotnisko w Berlinie. Trzaskowski prowadzi politykę appeasementu, próbując przypodobać się silniejszym graczom międzynarodowym, nawet kosztem polskich interesów.
I teraz zderzenie światów: spójrzmy na dra Karola Nawrockiego, kandydata obywatelskiego, który od lat konsekwentnie walczy o to, co naprawdę ważne. Od pierwszych dni kampanii konsekwentnie pokazuje na czym polega różnica i o czym będą te wybory. Jako prezes Instytutu Pamięci Narodowej pokazał, że historia nie jest dla niego tylko dekoracją. Burząc radzieckie pomniki, przywraca Polsce przestrzeń wolną od sowieckich symboli. Wspiera polskie żądania reparacyjne wobec Niemiec, to strażnik narodowych interesów. Walka o pamięć o pomordowanych na Wołyniu? Dla Karola Nawrockiego to obowiązek, a nie kwestia PR-u. Jego skromność i determinacja kontrastują z blichtrem Trzaskowskiego – warszawskiego leniuszka, któremu prezydentura się należy.
W tym starciu Trzaskowski przypomina aktora – sprawiający wrażenie błyskotliwego, ale powierzchowny. Karol Nawrocki zaś jest prawdziwy, zdeterminowany, by budować fundamenty silnej Polski. Jeden z zachwytem patrzy w lustro, drugi – szanując historię patrzy bez kompleksów w ambitną przyszłość narodu. Wybór między nimi to nie tylko wybór osoby, ale i wartości, które mają kształtować Polskę na przyszłość. Warto o tym pamiętać, gdy medialny mainstream rozbudzając polityczne emocje będzie starał się, by wybór Polaków był determinowany tym co powierzchowne.