Nie trzeba myślę nikomu z Państwa tłumaczyć, że relacje międzynarodowe powinny opierać się na wzajemnym szacunku, równowadze i obopólnych korzyściach. Tymczasem zbyt często w debacie publicznej dominuje przekonanie, że dbanie o dobre stosunki z Niemcami oznacza milczenie na temat historycznych krzywd, brak działań w sprawie reparacji, czy ignorowanie sytuacji, w której niemieckie interesy gospodarcze kolidują z polskimi. Prawdziwa poprawa relacji nie polega na rezygnowaniu z własnych interesów, ale na otwartym dialogu, nawet jeśli jest on trudny.
Aby było to jednak możliwe w imieniu polskiego rządu powinni występować tacy przedstawiciele, którzy w pierwszej kolejności dbają o polski interes narodowy. Tak było do jesieni ubiegłego roku. Dziś po prawie roku od przejęcia władzy przez ekipę Donalda Tuska, to, co powinno wzbudzać naszą szczególną uwagę, to wyraźne działania tych z pozoru polskich urzędników, które chociażby podważają sens ubiegania się o reparacje wojenne od Niemiec. Minister Spraw Zagranicznych, Radosław Sikorski powołał w czerwcu pełnomocnika do spraw relacji polsko-niemieckich, którym został Krzysztof Ruchniewicz, a już we wrześniu, czyli całkiem niedawno wydał on 80-cio stronnicową publikację, w której podważa zasadność i prawo Polski do ubiegania się o zadośćuczynienie przez Niemcy krzywd jakie wyrządziły nam podczas II wojny światowej. Pan Ruchniewicz podnosi nawet publikację w „Trybunie Ludu” do rangi niepodważalnego aktu potwierdzającego zrzeczenie się przez Polskę reparacji. Kuriozalne jest, jak bardzo jest w tej sprawie zdeterminowany. Dlatego właśnie z całą mocą uważam, że taka postawa powinna zakończyć się dymisją Pana Ruchniewicza, który nie rozumie roli jaką powinien pełnić w swojej funkcji.
Wiceministrem w resorcie Sikorskiego nadzorującym relacje polsko-niemieckie jest Pan Marek Prawda – były ambasador w Berlinie, kawaler niemieckich odznaczeń i orderów. Zresztą Pan Runiewicz też takie ma. Mają ich nawet więcej niż odznaczeń polskich. Nie jest to przecież przypadek. Szef rządu w Polsce, jego ministrowie, pełnomocnik do spraw relacji z naszym niemieckim sąsiadem otrzymują co chwilę niemieckie nagrody. Zostali też w Niemczech ukształtowani – skończyli niemieckie uczelnie, tam wykładali, otrzymywali granty i stypendia. Jestem przekonany, że nie są więc wiarygodnymi urzędnikami, którzy w niełatwej rozmowie czy negocjacjach będą potrafili twardo postawić polskie sprawy. Słuchając często ich ocen polityki względem Niemiec, zwłaszcza w sprawie nierozliczenia się z II wojny światowej da się usłyszeć argumenty, które zaskakują wręcz swoją zgodnością z narracją promowaną przez niemieckie kręgi polityczne.
Czy zatem można się dziwić, że pojawiają się pytania o ich rzeczywiste intencje? Z perspektywy polskiego interesu narodowego, domaganie się sprawiedliwości za doznane krzywdy wydaje się oczywiste. Tymczasem urzędnicy ci, świadomie lub nie, zdają się realizować politykę, która bardziej sprzyja niemieckim interesom, niż polskim. Bagatelizowanie reparacji czy naciski, by ostatecznie zamknąć ten temat, wzmacniają pozycję Niemiec w regionie, a osłabiają Polskę, która mogłaby użyć tego narzędzia jako karty przetargowej w negocjacjach gospodarczych czy politycznych.
Równie niepokojąca jest kwestia strategicznych inwestycji w Polsce. Kluczowe dla rozwoju gospodarczego projekty, takie jak budowa infrastruktury energetycznej czy transportowej, często napotykają opór właśnie ze strony osób odpowiedzialnych za relacje z Niemcami. Można zadać pytanie, dlaczego tak się dzieje? Dlaczego tak często promowane są rozwiązania korzystne dla Berlina, a nie Warszawy? Często słyszymy, że inwestycje te mogą „zaszkodzić relacjom bilateralnym”, co brzmi niemal jak wyrok śmierci dla kluczowych projektów gospodarczych.
Trudno nie zauważyć, że w polskiej administracji rządowej istnieje grupa ludzi, którzy bardziej dbają o interesy naszego zachodniego sąsiada niż własnego kraju. Ukształtowani w niemieckich uczelniach i instytucjach, przesiąknięci niemiecką kulturą polityczną, podejmują często działania przynoszące korzyści Berlinowi, a nie Warszawie. Oczywiście, współpraca z Niemcami jest ważna i potrzebna, jednak nie może odbywać się kosztem polskiego interesu narodowego. Powinniśmy dążyć do równoprawnych relacji, a nie do pełnienia roli partnera drugiej kategorii. Aby to osiągnąć, niezbędna jest zmiana filozofii działań urzędników odpowiedzialnych za relacje z Niemcami, by realizowali polską rację stanu, a nie byli „zadaniowcami” ds. zabezpieczania w Polsce niemieckich interesów.